Coś do oclenia

Julian Barnes

Sugerowana cena detaliczna: 39,90 PLN

ISBN: 978-83-7943-293-6

Data wprowadzenia: 30-04-2014

Oprawa: okładka twarda

Liczba stron: 408

Tłumaczenie: Jan Kabat

Seria: Sfery

Kategorie: proza, proza obca, eseje

OPIS

Długi i pełen namiętności związek Juliana Barnesa z Francją zaczął się ponad czterdzieści lat temu. Jeden z największych współczesnych brytyjskich prozaików i eseistów najpierw był sceptycznym obserwatorem podczas rodzinnych wypraw samochodowych do Francji, potem nauczycielem w szkole w Bretanii, a w końcu studentem języków i literatury, który przemierzył wzdłuż i wszerz Francję, doskonale poznając jej kulturę. Zebrane w tomie "Coś do oclenia" eseje, pisane w ciągu ponad dwudziestu lat, świadczą o pełnym przenikliwości uwielbieniu, jakie Barnes żywi wobec "kraju bez brukselki". Zakres jego obserwacji jest szeroki. Z łatwością przechodzi od krajobrazu do literatury, od kuchni do książek Flauberta, od filmu i piosenki do Tour de France. Humor, wyczucie chwili i inteligencja nigdy go nie zawodzą. "Coś do oclenia" to wspaniała literacka uczta.  

"Wydaje się, że Julian Barnes zrobił dla brytyjsko-francuskich stosunków więcej niż ktokolwiek od czasów Edwarda VII" - Daily Telegraph

"Ktoś, kto pisze tak dobrze o literaturze francuskiej, o Flaubercie i o Francji, naprawdę zasługuje na Legię Honorową" - Bernard Pivot, Apostrophes

„Zanim Julian Barnes dostał zasłużoną Nagrodę Bookera za wyśmienite „Poczucie kresu”, był pisarzem docenianym, ale w Polsce mniej popularnym niż inni Anglicy z jego pokolenia, choćby Ian McEwan czy Martin Amis. Barnes był wprawdzie obecny w przekładach, ale dzięki Bookerowi mamy wreszcie dostęp także do jego eseistyki, a że jego warsztat jest pierwszorzędny, nie trzeba przekonywać. (…) Barnes często nawiązuje do stereotypów kulturowych, z niektórymi się rozprawiając, inne zaś potwierdzając, ale odwieczny konflikt między Anglikami i Francuzami zajmuje go jedynie na zasadzie zrozumiałego, choć osobliwego zjawiska. A kiedy już zaczyna opowiadać o Flaubercie, to obcujemy z czymś wyjątkowym, bo wnikliwość i wiedza łączą się tutaj z klarowną, nienaganną i potoczystą frazą. Jak przy biografii Balzaka autorstwa Zweiga czy eseistyce Rymkiewicza, trudno oprzeć się tutaj wrażeniu, że najlepiej na temat kolegów po piórze opowiadają właśnie pisarze.” – Krzysztof Cieślik, POLITYKA

„Autor „Papugi Flauberta” jest frankofilem w co najmniej drugim pokoleniu - rodzice uczyli francuskiego, on sam, odkąd skończył 13 lat, we Francji spędzał niemal każde wakacje. Wie, o czym pisze. A ponieważ jest jednym z najważniejszych europejskich pisarzy, poziom jego obserwacji jest jak najdalszy od standardu głupkowatych książek w rodzaju „Anglik we Francji. Ojej, jacy oni są dziwni". Nie dajcie się zwieść otwierającym tom sentymentalnym wspomnieniom (citroen 2CV, słynna reklama Dubonneta itd.). Barnes w kolejnych szesnastu miniesejach snuje erudycyjną i pełną humoru literacką gawędę miłosną.” – TWÓJ STYL

„Stereotyp podpowiada, że dzieje stosunków angielsko-francuskich to historia kpin, wrogości i resentymentu – a ze strony Anglików również czegoś w rodzaju kompleksu niższości. Oczywiście, w każdym stereotypie jest szczypta prawdy, dowodzi tego choćby skłonność wyspiarzy do niewybrednych żartów na tematy francuskie. Ostatnio skorzystał z niej pisarz Stephen Clarkę, wydając serię popularnych powieści satyrycznych z „Merde!" w tytule. Julian Barnes, wybitny angielski prozaik, a przy tym znawca francuskiej kultury, sytuuje się jednak na przeciwnym biegunie: jego spojrzenie na kraj za kanałem La Manche (lub, co znaczące, za Kanałem Angielskim) jest subtelne, uważne i dalekie od wszelkich generalizacji. Tego, że nie ma sobie równych w rozumieniu Francji i Francuzów, Barnes dowiódł już dawno, pisząc swój największy literacki przebój - „Papugę Flauberta” (1984), oryginalne połączenie powieści i szkicu biograficznego.” – Piotr Kofta, WPROST

„Lekkość jego stylu i poczucie humoru, a także – nierzadko inteligentna złośliwość – sprawiają, że chociaż Barnes pisze o latach i ludziach dawno minionych, czyta się jego prozę wciąż z ciekawością, rozbawieniem, świetnie. Jego „tamta” Francja pokazana nie tylko poprzez obyczaj, kuchnię, pejzaż, lecz przede wszystkim poprzez ludzi wciąż fascynuje. No, ale trzeba umieć o niej opowiadać tak jak on.” – Maria Kolesiewicz, DZIENNIK WSCHODNI

 Something to declare mówi w tytule swego zbioru Barnes, coś do oclenia, ale też coś do wyznania. W imieniu swoim i paru innych Anglików, którzy importowali Francję przez kanał, Barnes próbuje przez chwilę dać odpowiedź na sakramentalne pytanie: „Dlaczego Francja?”. Bez większego powodzenia, gdyż dobrze wie, że pasja czy miłość to spotęgowane tautologie. Francja, bo Francja, bo Francuzi są tacy, no cóż, francuscy”. Oczywiście, wymienia i inne argumenty, choćby największe skoncentrowanie arcydzieł w niewielkiej jednostce czasu (1850-1900) czy samo istnienie Flauberta, który by mu wystarczył za cały kraj i pewnie za kosmos. Lecz i to jeszcze, the last but not the least: fakt, że Francuzi są całkowitym przeciwieństwem Anglików. Ludu ograniczonego, pełnego fobii, zamroczonego piwem, graniczącego z trzech stron z rybami i tylko z jednej strony, przez przesmyk La Manche, z Europą, czyli z Francją. Ach, Francuzi, wzdycha Barnes, „katoliccy, kartezjańscy, śródziemnomorscy, makiaweliczni w polityce, jezuiccy w argumentacji, uwodzicielscy w seksie niczym Casanova; beztroscy wobec przyjemności i traktujący sztukę jako coś najbardziej w życiu istotnego”. (…) Porzućmy ogólniki, Barnes najmocniejszy jest w szczegółach i w dowcipie, nie mówiąc o stylu, i to, co opowiada o ludziach jest dosyć rozkoszne. Uprawia gatunek, który nazwałbym właśnie rozkoszną biografistyką; mam wrażenie, że staje się on coraz bardziej popularny. Nie Barnes go chyba wymyślił, ale swoją świetną „Papugą Flauberta” doprowadził go na wyżyny.” – Marek Bieńczyk, KSIĄŻKI. MAGAZYN DO CZYTANIA

 „Czytelnicy brytyjskiego pisarza doskonale znają lekkość i pewną niefrasobliwość jego stylu, które w połączeniu z poczuciem humoru sprawiają, ze bywa on zarazem zajmujący i ujmujący. Omawiając zapiski z automobilowej podróży Edith Wharton po Francji, autor „Pod słońce” komplementuje pisarkę: „jej opis sprawia, ze gobeliny stają się interesujące”. Ale uwagę tę da się zastosować również do samego Barnesa – za co się nie weźmie, sprawia czytelnikowi frajdę, i to niezależnie od tego, czy opisuje krainy swego dzieciństwa, czy z pasją znamionującą żarłoka omawia swe kulinarne upodobania (…), czy pisze o środkach, jakimi szprycowali się kolarze w czasie Tour de France sto lat temu (a były to mieszanki iście piorunujące, od byczej krwi i zmielonych jąder dzikich zwierząt począwszy, a na strychninie i kokainie skończywszy). Barnes jest uroczy i czarujący, gdy pisze o kuchni, poruszający, kiedy bierze się za kolarski doping, ale creme de la creme „Coś do oclenia” to oczywiście teksty traktujące o literaturze (…)” – Grzegorz Krzymianowski, XIEGARNIA.PL