07.11.2016

Tomasz Zalewski o Hillary Clinton

Od chwili, gdy Bill Clinton wprowadził się do Białego Domu, jego żona nie ukrywała, że chce mieć realny wpływ na podejmowanego przez niego decyzje - pisze Tomasz Zalewski, wieloletni korespondent PAP w USA, autor biografii o Hillary Clinton.

Zaczęło się źle. Pierwsze dwa lata prezydentury Billa Clintona upłynęły pod znakiem skandali i przyniosły mu gorzkie porażki. Opór materii okazał się zbyt silny, ale źródłem niepowodzeń była też Hillary. 

Jeśli wierzyć plotkarskiej, ale pracowicie udokumentowanej biografii Hillary’s Choice pióra Gail Sheehy, jeszcze w przeddzień przeprowadzki z Little Rock do stolicy Bill spotkał się z Marilyn Jo Jenkins i to w dodatku - co trudno pojąć - w suterenie jego własnej gubernatorskiej rezydencji, nad ranem, kiedy Hillary, niczego nie podejrzewając, spała w ich wspólnej sypialni na piętrze.

Według relacji ochroniarza, który przywiózł Jenkins, schadzka trwała 45 minut. Między listopadowymi wyborami a wyjazdem do Waszyngtonu w styczniu Clinton kilkakrotnie spotykał się z kochanką. Zdaniem Sheehy, po krótkim okresie ustatkowania, ponownie rzucił się wtedy w wir erotycznych przygód, bo uważał to za swoistą, należną mu męską nagrodę za trudy kampanii i wyborcze zwycięstwo. A nie musiał się już obawiać rewanżu żony w postaci odmowy zawodowej współpracy, co groziło mu wcześniej - osiągnął swój cel i nie potrzebował wiecej pomocy. Do Hillary dochodziły sygnały jego eskapad.